sobota, 12 listopada 2011

Dziś są moje imieniny...

Normalnie nie celebruję tego dnia szczególnie - świętujemy w naszej rodzinie urodziny. Na pewno nie wspomniałabym o nim na blogu. Nie przepadam też za niespodziankami. Choć na nie mamy niewielki wpływ.
Lubię natomiast, jak coś się dzieje nie planowane, powoli, jak z każdą minutą jest coraz milej. Dzisiaj właśnie tak było.

Sobota, więc nie musiałam wcześnie wstawać. Śniadanko przygotowane przez A., podane przez Synka, smakowało wyjątkowo pysznie.
Później wyjazd z A. na spożywcze zakupy. Nie zawsze jeździmy razem, raczej raz A., raz ja. Zima za pasem, znowu nie mam co na siebie włożyć. Chciałam przyjrzeć się dokładniej kurtce zimowej, która wpadła mi jakiś czas temu w oko, ...przypadkiem :)

Zanim dotarłam do rzeczonego sklepu, "zahaczyłam" o inny. Zobaczyłam tam sukienkę, którą kiedyś przymierzałam, ale nie było mojego rozmiaru. Dzisiaj był - zrobiłam sobie sama prezent, w dodatku z 50% rabatem :) Ruszyłam dalej w towarzystwie A., po drodze zerkałam na wystawy. Odporna na pokusy :) Nie robię zakupów dla samej przyjemności kupowania. Zazwyczaj wybieram się z potrzeby, po konkretne rzeczy. Zdarzają się wyjątki, przyznaję ;) Idąc dalej coś przykuło moją uwagę na tyle, że musiałam wleźć do środka i to zobaczyć. Jak już zobaczyłam - musiałam przymierzyć. A jak przymierzyłam, to A. po dłuższej chwili, widząc mój wyraz twarzy zapytał, czy chcę to na imieniny. ... no oczywiście, że chciałam :))) Postanowiłam odpuścić planowane wyjście do restauracji. Nie jestem fanką, wolę w domku.



Nie noszę złota, wyjątek stanowi ślubna obrączka. Zrobiona jest z białego złota, bo żółte jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia.



Uwielbiam za to srebrną biżuterię. Prostą w formie. ... i taki jest mój prezent:






Pięknie zapakowany, z certyfikatem (to akurat nie jest dla mnie ważne), że ściereczką do polerowania (przyda się):






Tak prezentuje się w pudełku:






A tak na moim palcu:






Mój bursztyn, przywieziony wieki temu znad morza ma sąsiada, którym jestem zachwycona. Ktoś może spytać, czym tu się zachwycać? Ot zwyczajny pierścionek i kamień jakiś taki szary. Wszystko się zgadza, ale to właśnie lubię. Mogę sobie zaśpiewać piosenkę z dzieciństwa:


"Co ja mam, co ja mam? Księżycowy kamień.
Świeci się, błyszczy się księżycowy kamień.
To się ze mną zamień..."



Nie zamienię się!


Kurtkę też kupiłam, tę upatrzoną, z obniżką 25%, ha ha.

Po powrocie do domu był przesmaczny obiadek, którym niestety nie mogę się z Wami podzielić. Za to zapraszam na deser - mus czekoladowo - karmelowy, bądź czekoladowo - kawowy. Wybierajcie i Smacznego!





W ostatnim czasie było więcej trosk niż radości, dlatego takie chwile są tym cenniejsze.
Życzę Wam, żeby jak najczęściej spotykały Was miłe dni :)

czwartek, 10 listopada 2011

Córciany

Niedaleko pada jabłko od jabłoni, chciałoby się rzec. Mimo różnych propozycji kolorystycznych z mojej strony, Córka wybrała szarość. Inna ewentualność nie wchodziła w grę. Miał być szal z grubej włóczki, długi, z frędzlami, prosta czapa, nieskomplikowany wzór.



No to jest zestaw według życzenia:












Projekt jednodniowy. Nie, żeby mnie ktoś poganiał. Włóczka grubaska Lang Yarns Anouk, śmignęła przez druty 8mm w ciągu przedostatniej niedzieli.

Pozdrawiam :)

niedziela, 6 listopada 2011

Kolorowo

Żeby umilić sobie szarą i bogatą w wirusy rzeczywistość. Pozbawiona kompletnie głosu, ale nie zapału do pracy, chwyciłam za kolorowe nitki.

Tak powstał mały stosik, dwie, no trzy rzeczy, które składają się z kilku elementów. Żaden hurt. Żeby nie było, że nie dotrzymuję słowa ;)






Dla mojej "stałej klientki" - Julii zrobiłam ...


Papuzię: czapę, narzutkę i rękawiczki:






Wzór znalazłam na stronie Garnstudio ~ DROPS Design. Czapkę wykonałam zgodnie z opisem.







Z szalika zrezygnowałam, bo miało być coś "bardziej zabudowanego". przeglądając 'dropsową' stronę, natknęłam się na to. Wykończenie na dole nie przypadło mi do gustu, dlatego zrobiłam delikatną falę.








Przyszyłam kwiatkowe guziki:








Rękawiczki zrobiłam po swojemu z jednym paluchem, ale wyglądają prawie jak oryginał.




Po skończeniu stwierdziłam, że Julia po założeniu całości może wyglądać rzeczywiście jak mała Papuzia. Dlatego czym prędzej zrobiłam drugi komplet:









Czapeczkę uplotłam według wzoru Aviatrix . To taka nieco inaczej robiona Poppy. Wybrałam guziczki w stylu retro, według mnie są śliczne.

Otulacz jest bardzo prosty w swojej konstrukcji i opis do niego nie był mi potrzebny.

Drugi zestaw powstał po to, by można nieco pokombinować.


Miałam nadzieję, że uda mi się wstawić zdjęcia Julii, ale ona jest na etapie - pojawiam się i znikam - nawet gdybym wybrała w aparacie tryb SPORT, na niewiele by się to zdało. Przymierzyła moje dziergadła, sprawiała wrażenie bardzo zadowolonej i wyglądała przesłodko :)


Wspominałam, że czekają mnie powtórki, dokładnie dwie. Obie wyprodukowałam i są już u swoich właścicielek. Jedną z nich była nastoletnia siostra Julki, która obiecała mi przy okazji rodzinnego spaceru pstryknąć kila zdjęć Małej.







... teraz nadszedł czas wyposażyć w niezbędne na zimę akcesoria najbliższą rodzinę. Pierwsze kroki w tym kierunku już poczyniłam :)

Tymczasem...