czwartek, 25 kwietnia 2013

Chusta treningowa...


Trafiła pod moje strzechy ogromna kula włóczki. Nitka należała do Osoby, która dokładnie wie czego chce, na kolorach się zna, ma artystyczną duszę i wrażliwość. Zadanie nie łatwe! Do tego ani pół wskazówki. O przepraszam! Miała powstać chusta, .... z dziurami...

Zaczęłam buszować po necie. Długo to trwało, żaden wzór mi nie pasował. W końcu trochę na przekór wybrałam Bauble shawl. Właściwie tylko dlatego, że mi się wzór spodobał i postanowiłam go przy okazji przećwiczyć. Wiedziałam, że ścieg zginie w kolorowej włóczce, ale najważniejsze że miał dziury :)










Chusta wyszła ogromniasta nie tylko dlatego, że zrobiłam jej większą wersję. Dorobiłam nieskomplikowaną bordiurę, bo bez niej projekt wydawał mi się niedokończony...







Nie napiszę nic o włóczce, bo kompletnie nie znam jej składu ani pochodzenia :( Efekt jaki jest, oceńce sami. Jeśli chodzi o Obdarowaną, do końca nie wiem, czy sprostałam wyzwaniu ;)


Na komentarze z poprzedniego posta odpowiem, jak ochłonę po tak licznych komplementach :D

niedziela, 21 kwietnia 2013

Hubberholme


... to nie tylko wioska w Anglii, położona w hrabstwie North Yorkshire , ale także nazwa włóczki, z której powstał mój sweter.







Zachwyciły mnie kolory, sama przędza nieco mniej. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak wspaniały materiał na mechacenie. Długo zastanawiałam się czy ją kupić. Podchodziłam do niej kilka razy, macałam, dumałam... i się nie oparłam :) Na szczęście! Włóczka w robocie okazała się świetna, dzianina jest miękka i puszysta i nie wygląda na razie na to, by miała się kosmacić. W sklepie stacjonarnym były ostanie motki. Przezornie dokupiłam trzy w magicloop (swoją drogą obsługa na medal, pełen profesjonalizm, dziękuję i polecam z całego serca!). Z czego zostały mi dwa :) Może powstanie jakiś przytulny otulacz?!


Inspiracją do tego sweterka był model Garance. Prosty, nieduży:








Od początku wiedziałam, że przerobię go na golf, wysoki, bardzo wysoki...









Golf, który będę mogła nosić na wiele sposobów. Żeby nie było całkiem nudno, zakończyłam go tunelem z dwoma otworami i wprowadziłam do niego kolorowe sznurki i dodałam kilka kuleczek w kolorze srebra:

















Ściągacze robiłam na drutach 3,5mm, resztę na 4mm. Sweter noszę z prawdziwą przyjemnością. Wydaje mi się, że sprawdzi się równie dobrze do spódniczki, jak i do spodni. A do tego ma to, co tygryski lubią najbardziej - bardzo długie rękawy :)



niedziela, 14 kwietnia 2013

Tea with Jam and Bread w moim wydaniu...

Rzec by można "papuga zawsze druga", bo nie pokusiłam się nawet o dobór innych kolorów. Zresztą druga wersja autorki tego wzoru też bardzo do mnie przemawia kolorystycznie, więc kto wie ? :)

Mając gotowca nie musiałam kombinować. Włóczkę wzięłam inną. Swoją drogą jeszcze nigdy tak długo nie dobierałam włóczki. Sugerowana w opisie skądinąd znana mi - Brooklyn Tweed SHELTER, okrutnie droga , nie budzi mojego zachwytu.
Kupiłam Ceativ focus worsted Rowana, też nie najtańsza, ale nie musiałam jej sprowadzać, tylko pojechać do sklepu ;) Dzierga się z niej fantastycznie, paletę barw ma śliczną, ale....... powinna być sprzedawana w pakiecie z "kosiarką"... No cóż, coś za coś. Na szczęście to nie jedyny mój sweter i nie będę go nosiła codziennie. Raz na jakiś czas mogę pokosić, tak dla rozrywki.

Jak pisałam w poprzednim poście, naprodukowałam trochę sweterków, ale pogoda i nastrój nie sprzyjały fotografowaniu. Zatem przy pierwszych promieniach słońca, delikatnym podmuchu wiosny, wybraliśmy się na rodzinny spacer i dzięki temu mogę Wam pokazać nowe swetrzycho. Fason jak najbardziej mój, lubię takie proste, trochę męskie w kroju modele. Zachwycam się misternie dzierganymi, kobiecymi kardiganami, ale znam siebie i wiem w czym się najlepiej czuję.

Tadam, bezgłowa ja:





















Z tego co pamiętam, zużyłam około 6 motków włóczki. Ściągacze robiłam na drutach 4mm, całą resztę na 4,5mm. Wzór jest rozpisany bardzo precyzyjnie. Dziergało się z przyjemnością.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Ogólnie rzecz ujmując...

... sprawa ma się tak: śniegi stopniały, słońce nieśmiało wygląda zza chmur. Wiosnę nawet widać, jak się nieco wzrok wytęży :)






Po choróbskach, skręconej kostce i innych "przyjemnościach" pora wrócić na łono bloga.

Nie wiem od czego zacząć, bo trochę się nazbierało, dwa swetry zdążyła pokryć patyna:






Do sweterków dorzuciłabym chustę:






Kilka czapek... Jedną z nich na szczęście można schować na dno szafy, bo jest gruuuuba i ciepła, podszyta polarem. Wynoszona już solidnie przez pewnego młodego i niewzykle zdolnego Młodzieńca. Dla niego stok górski to naturalne środowisko. Na medale i puchary brak miejsc. Dlatego wielkim zaszczytem było dla mnie , kiedy Alexei w ciocinej czapce odbierał nagrody :)






Zimowa Wielkanoc przemknęła jakoś tak szybko, inaczej niż poprzednio. Nastrój miałam mało świąteczny, ale pokusiłam się o mały akcent dekoracyjny:






Jajka wydziergane w ubiegłym roku (mam ich cały koszyczek), tildowy ptaszor uszyty naprędce, serducho wyszperane na starociach.


Uff, udało się, jest nowy wpis!

Do szybkiego :)