czwartek, 28 listopada 2013

Na prośbę...

Dzięki mojej siostrze pewna fascynatka wyrobów wełnianych trafiła na mojego bloga. Bardzo spodobał się jej komin, który w ubiegłym roku zrobiłam dla mojej córki (klik). Omówiłyśmy szczegóły i wzięłam się do pracy. Poszło sprawnie i bez komplikacji, podwójna nitka, druty ósemki, czegóż chcieć więcej. Później zafundowałam kominowi kąpiel, bardzo delikatną, bo nie chciałam żeby się przeobraził w komin fabryczny... Suszył się długo i cierpliwie ;)






Otulacz jest bardzo mięsisty, ciepły i wbrew pozorom dość lekki. Zmiana beżu na intensywny żółty sprawiła, że w jesiennej szarzyźnie wyraźnie rzuca się w oczy. Mam nadzieję, że wyszło mu to na dobre?!


Do komina w komplecie miały być mitenki, spośród kilku propozycji, padło na The Political Process. Skąd ta nazwa, nie mam pojęcia. W każdym razie dzierga się je zupełnie apolitycznie. Wzór jest dobrze rozpisany. Dokonałam małej modyfikacji, ponieważ miałam grubszą nitkę, zredukowałam liczbę oczek o osiem.






Ciemno wszędzie... i ciężko zrobić zdjęcia. Nie mogę także zaprezentować mitenek na dłoni, ponieważ oprócz mnie nikogo nie ma w domu i nie jestem w stanie posługiwać się moim wielkim aparatem jedną ręką. Ale za to szczęsliwa (mam nadzieję) właścicielka otrzyma dziewiczy egzemplarz i komina, i mitenek :)

niedziela, 17 listopada 2013

Rozpoczynam sezon...

... w tym roku skromnie, ba nawet bardzo skromnie. Jedną zaledwie czapą. Nie znaczy to, że nie mam ich więcej. Będą się pojawiały raz kiedyś, tak pomiędzy.
Czapka powstała dzięki resztkom włóczki po Aidez i kominie, o którym napiszę przy innej okazji. Robiłam ją na okragło, jak zwykle. Dobór kolorów był przemyślany. Jakież było moje zdziwienie, kiedy pokazawszy się w gotowym udziergu moim dzieciom, spotkałam się z totalnym odrzuceniem ;) Z wrodzonej grzecznośći (o którą nikt ze znajomych i bliskich mi osób mnie nie podejrzewa) nie napiszę, co powiedziała Zuzia. Albo, co tam... Porównanie mojej czapeczki do porannego pawia, było druzgocące :D! Co prawda cenię sobie szczerość, ale w tym wypadku zupełnie się na nią nie godzę.

Jesienna czapa wygląda jakby była tkana, dzięki ściegowi (1 oczko prawe, 1 oczko zdjęte bez przerabiania na lewo, nitka z przodu i tak dalej). Nie mogłam gubić oczek w tradycyjny sposób, bo wzór by się "posypał". Zastosowałam pionierską metodę, z rzędami skróconymi w tle. Sama się zastanawiam, czy dam radę to kolejny raz powtórzyć? Dziergając tym ściegiem należy wziąć sporo grubsze druty, dwa, trzy rozmiary.





Mąż powiedział, że wyglądam jak jesienny Smerf. Wolę to, niż porównanie Zuzi...
Jak widzicie śmigam w swetrze ochoczo!

Do miłego :)