niedziela, 24 lipca 2011

Zapraszam Was na wycieczkę, ... a może nawet dwie ...

Prawda jest taka, że od pięciu tygodni nie miałam w rękach drutów. Sama nie mogę w to uwierzyć. Tęsknota już zaczęła mną targać i najpóźniej jutro.... chwytam za nie :)

Macham za to dzielnie szydełkiem. Zatopiłam się w pewnym projekcie, myślałam że nie wynurzę się na powierzchnię, ale dzisiaj dotarłam do brzegu. Hura!



Tymczasem ruszamy na wycieczkę. Zabiorę Was dzisiaj w dwa miejsca.

Pierwsze z nich to Namur - miasto w południowej Belgii, położone u ujścia rzeki Sambry do Mozy. Stolica regionu Walonia.

Celem naszej wycieczki była przede wszystkim cytadela.

La citadelle de Namur:







Żeby się do niej dostać najpierw skorzystaliśmy z wodnego "autobusu":




Później maszerowaliśmy pod górę. Można oczywiście dostać się tam samochodem, ale jaka to atrakcja???

Trafiliśmy doskonale, bo akurat tego dnia odbywały się tam Medievale.

Można było się przyjrzeć z bliska pracy kowala:






Zobaczyć, jak biło się monety:






Przymierzyć to i owo:








Usiąść do stołu lub posiedzieć w klatce :)






Albo zamieszać w garze:





Nawet było co ogolić:







Atrakcji nie brakowało. Wszyscy byliśmy zadowoleni, a najbardziej mój Synek. Po powrocie do domu słoń Feluś znakomicie sprawdza się jako miech, a W. kuje miecze młotkiem gumowym mojego męża :)



Drugim miejscem, które chcę pokazać to miejscowość Dinant, położona również w południowej Belgii, niedaleko Namur.








Oczywiście również zwiedziliśmy cytadelę, a jakże. Od przewodnika dostaliśmy mapę zwiedzania w wersji polskiej :) Wśród eksponatów znaleźli się i kowale, i kucharze, gilotyna i wiele innych rzeczy:










W Dinant przyszedł na świat Adolph Sax - belgijski wytwórca instrumentów, który w roku 1840 wynalazł saksofon i w 1846 swój wynalazek opatentował.

W mieście roi się dosłownie od saksofonów wszelkiej maści:







Kto chce, może przysiąść się i do samego Adolpha Saxa:







Niewątpliwym atutem Belgii jest to, że wszędzie jest blisko i nie trzeba tracić cennych godzin na jazdę.

Do przeczytania :)

7 komentarzy:

  1. a ogoliłaś? miłe wycieczki, o panu od saksofonu nie miałam pojęcia - dziękuję za edukację :)

    Pierwsze zdanie to o mnie prawie, z tą różnicą, że od dwóch tygodni nie drutowałam, nie szydełkowałam, ani nie przędłam! i już mnie szlag trafia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczna wycieczka:) Ja już po jednym dniu czuję syndrom odstawienia! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. A to się Wam trafiło! Fajne miejsca. Belgia jak Czechy, małe i z drogami - wszędzie blisko :)))
    Dziękuję za zdjęcie, nie odpisałam, ale ogromnie doceniam i kajam się publicznie za niedopatrzenie :))) Jest absolutnie super i nic więcej nie trzeba było!
    Jestem ciekawa szydełkowego projektu - pokazuj!

    OdpowiedzUsuń
  4. o jak tam ślicznie i interesująco... dzięki ,ze zabrałaś nas na tę wycieczkę:)
    przyznaj się teraz - nie miałaś chęci dołączyć się do tego festynu jako prządka? bo chyba nie było żadnej... bo owca jakaś wełnista albo co?

    OdpowiedzUsuń
  5. Agata - wyjątkowo nie wzięłam ze sobą golarki ;)

    Małgorzata - dziękuję! Ja cierpiałam okropniście, ale nie mogłam się złamać, musiałam (żeby robótka odleżyn nie dostała) heklować do końca :)

    Fanaberia - najważniejsze, że jesteś zadowolona :) Pokażę, tylko wypiorę i nadam kształt tej masie.

    tojatenia - cieszę się :)

    myszoptica - ależ proszę bardzo! Była jedna prządka, ale się tak na nią wgapiłam, że ściągnęłam ją wzrokiem i nie miałam nawet odwagi pstryknąć fotki ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Widoki zapierają dech w piersi. Jak dla mnie najfajniejszy sposób na spedzanie wakacji, wolę to zdecydowanie od leżenia na plaży.
    pozdrawiam Madline

    OdpowiedzUsuń