czwartek, 11 grudnia 2014

Ci...Sza

Niemiłosierna cisza tu zapadła. Męczy mnie to bardzo, jest kilka ale, ale nie będę o nich pisać. Cały czas coś dłubię, dziergam, czytam... tylko z ogarnięciem się i wszystkiego wokół mam nieco trudnośći :/

Żywię głęboką nadzieję, że uda mi/mnie się wreszcie zrobić zdjęcia i pokazać to, co naprodukowałam w ostatnim czasie :) Na przekór szarzyźnie działo się dość kolorowo. Uprasza się zatem o mocne trzymanie kciuków!!!

Kilka obrazków popełnionych przeze mnie, a co za tym idzie beze mnie na nich ;)





Plany dziewiarskie mam takie, że przydałaby się kolejna para rąk, a może i ze dwie. Macie pewnie takie samo odczucie, zwłaszcza teraz w czasie przedświątecznej bieganiny?!

Cieszę się z tego, że wykorzystuję włóczkowe zapasy i pudła powoli pustoszeją. Niestety pokusa zakupu nowych nitek mnie nie opuszcza. Popełniłam całkiem drogi grzech, ale... jak tu się oprzeć? Zobaczcie same...




Do rychłego spotkania!

niedziela, 2 listopada 2014

Ciepłe coś...

Zrobiłam komin, łatwy w wykonaniu, z grubej włóczki... dzięki temu dzierga się go błyskawicznie :)
Pogoda sprzyja noszeniu otulaczy, bo ziąb staje się wszechobecny, nawet jak słońce nieśmiało dotyka nas swoimi promieniami.

Nie pokażę mojego udziergu w pełnej krasie. Jeśli ktoś miałby ochotę na przetestowanie wzoru po angielsku, zapraszam!
No chyba, że ktoś bardzo chciałby po polsku, to też da się zrobić ;)






Termin jest dość krótki, bo do 10 listopada. Ale naprawdę to bezproblemowy projekt. Druty 6,5mm i odpowiednia włóczka.
Potrzebuję pięciu Osób, które zechcą poświęcić dla mnie kilka wieczorów...

sobota, 11 października 2014

Tangled Hat

Dzięki Kasi (DZIĘKUJĘ!) tak nazywa się moja autorska czapka, dostępna w dwóch językach na Ravelry.






Zastosowałam w wersji polskiej angielskie skróty, które wyjaśniłam w legendzie. Zdecydowana większość Dziewczyn, które testowały czapkę przyznała, że to ułatwia dzierganie. Może spadną na mnie za to gromy, a może ktoś wymyśli wreszcie polskie skróty literowe?



Czapka będzie odpowiednia zarówno dla pań, jak i panów :) Nie mam pod ręką pana gotowego wystąpić w roli modela, ale mam Córkę, która wystąpiła w zastępstwie:







Co Wy na to?

wtorek, 23 września 2014

Stało się, jesień przyszła...

... i jak na nią przystało, przywitała nas deszczem! Trzeba jakoś przetrwać (wiem, wiem, jesień bywa piękna, złota, polska i tak dalej...), zorganizować się, zasilić pudła. Długie wieczory przed nami, więc włóczki nie może zabraknąć ;) Lato pożegnało mnie paczuszką z iście jesiennym podmuchem.

Będzie chusta, będzie sweter i.... czapki się robią. Sezon na ciepłe otulenie czas zacząć!






Nie to żebym się chwaliła, dzielę się radością, która wypadła z koperty:






Na zdjęciach widać, skąd wełna do mnie przybyła :) U Marty można zamówić kolor jaki tylko nam się zamarzy!






W kopercie znalazłam wielki bonus, za który należy się Marcie wielkie DZIĘKUJĘ!!!






W koszyku "od Sasa do Lasa", ale nie będę przerabiała tych śliczności w jednym projekcie ;)


Proszę trzymać kciuki, żeby zamiary zamieniły się w czyny :)

Mam jeszcze komunikat-prośbę, anons rzec by można. Poszukuję osoby, która ogarnęłaby dzianiny, w których jestem zagrzebana po uszy, przyszyje do nich guziki!!! Potrzebuję kogoś, kto to wszystko obfotografuje i zamieści na moim blogu :D Tyły mam kilkuletnie, się zorientowałam...

niedziela, 31 sierpnia 2014

Wink by Hanna Maciejewska


... kolejny test, kolejna przyjemność! Sweter robiło się szybko i łatwo. Przewietrzyłam pudła i wykorzystałam Rowan Kid Classic w kolorze gorzkiej czekolady, Peat 832. Włóczka z włoskiem, nie każdy lubi, ale dla mnie jest w porządku. Dzianina wychodzi lekka i ciepła.

Muszę przyznać, że sfotografowanie swetra okazało się nie lada wyzwaniem... Trudny kolor, problemy ze światłem. Córka pstrykała fotki w przerwach przejażdżki rowerowej. Kilka zrobiłam w domu. Niestety zdjęcia nie oddają urody swetra. Ale zrehabilituję się. Taki mam plan! Oto żniwo:










Jeśli chodzi o stronę techniczną, zużyłam osiem motków włóczki na drutach 4,5mm. Wzór rozpisany jest tak, że dzianina robi się niemalże sama.


No cóż sweter wita jesień, która wisi już w powietrzu. W związku z tym na balkonie zrobiłam sobie wrzosowisko ;)





wtorek, 12 sierpnia 2014

Mała rzecz a cieszy :)

Owa mała rzecz w ilości hurtowej i różnych wariantach, to dopiero radocha! Trzeba umilać sobie i innym nasze jestestwo, najlepiej drobiazgami, miłymi gestami. Zaraz robi się przyjemniej i człowiek choć na chwilę odrywa się od codziennych spraw, złych wiadomości dochodzących z eteru.

Jakiś czas temu Magda (poznana przeze mnie w magicloop), podarowała mi kilka markerów, które mnie zachwyciły. Dlatego zapytałam ją, czy mogłabym zamówić więcej. Jakaś pazerność nagła się we mnie obudziła. Ale spokojnie, trzymam ją w ryzach! Wczoraj w skrzynce czekało na mnie awizo. Wsiadłam dzisiaj na rower i pojechałam na pocztę odebrać przesyłkę. Oto jej zawartość:









Kolorowe śliczności będą umilać mi moje dzierganie :)

Dostałam też "gratisa", który przypięłam do torebki. Zgubiłam chwosta, który tam był i zastanawiałam się, czym by go zastąpić. Już wiem :)







Oczywiście markery poszły natychmiast w ruch i wyśmienicie spełniają swoje zadanie przy obecnej robótce!









Magdo, ogromnie dziękuję!!!

A Wy lubicie kolorowe markery, czy wykorzystujecie w tym celu kawałki włóczek?


piątek, 8 sierpnia 2014

Licealny...

Pisałam już nie jeden raz, że najbardziej lubię proste fasony swetrów. Przeglądając internetowe sklepy z włóczkami, trafiłam zeszłej jesieni na ofertę, która przykuła mój wzrok. Włóczka Rowan Purelife Renew za $3. Poczyniłam zakup (nie w podlinkowanym sklepie), a jakże ;) Włóczka trochę przeleżała w szufladzie, nabrała mocy urzędowej i powstał z niej sweter. Z założenia miał być takim "modelem z czasów liceum", trochę za dużym, nieco rozciągniętym z długimi rękawami i kaczym kuperkiem. Taki wyszedł, ale nie miałam świadomości, że posiada co najmniej dwie inne zalety. Mianowicie pobudza krążenie i ma funkcję pilingującą. Włóczka jest szorstka jak diabli, kąpiel nawet w najdelikatniejszych specyfikach nie łagodzi jej ani trochę. Dla mnie to żaden problem, ale osoby wrażliwe mogą pokusić się o wydzierganie z niej jedynie wycieraczki ;)


Sweter zrobiłam wczesną wiosną, a może jeszcze zimą? Nie pamiętam! Zabrałam go na wakacje i sprawdza się znakomicie!

Proszę:










Widzicie mój umęczony palec wskazujący ;)









Inspirację znalazłam na Ravelry. Oryginał jest śliczny, inny w charakterze, to mały, krótki sweterek, z cieńszej przędzy. Co prawda też raglan, ale nie dziergany od góry i nie w jednym kawałku. Poza tym nie miałam ochoty kupować wzoru, którego i tak bym nie zrobiła.

Podkrój pod szyję i kaczy kuperek formowałam rzędami skróconymi. Jak ja mogłam robić na drutach nie znając tej cudownej metody?!

sobota, 26 lipca 2014

W sam raz na jeden gryz

..., no może dwa.
Podzielę się z Wami dzisiaj przepisem na "falafelki". Specjalnie wzięłam to w cudzysłów, bo nie są to klasyczne kuleczki z ciecierzycy. Ale w naszym domu taka nazwa się przyjęła i nie da rady jej zmienić :)








Składniki:

500g mięsa mielonego (rodzaj - zgodnie z preferencjami, najlepiej zmielić samodzielnie)
1 jajko
1/2 cebuli
1-2 ząbki czosnku
bułka tarta (4-5 łyżek)
Przyprawy (ilość według uznania): sól, pieprz, słodka papryka, opcjonalnie: oregano bądź majeranek, curry


Wrzucamy składniki do miski i mieszamy.

Nie robię w zasadzie nigdy tradycyjnych jeśli chodzi o wielkość kotletów mielonych, bo jadłby je tylko mój Mąż, może Syn?! Specjalnie dla Córki formuję małe kuleczki (miarką jest łyżeczka do herbaty) i są takie jak w tytule :D











Smażę (krótko) na oleju. Ja najbardziej lubię z tzatzikami, ale miałam pod ręką dżemik żurawinowy własnej produkcji i z nim też smakują wybornie :) Moim chłopakom podaję dzisiaj tradycyjnie z ziemniaczkami i kalafiorem al dente. Ale można z kaszą, buraczkami, z czym się chce i co się lubi.

Oczywiście gotowanie jest tylko przerywnikiem w dzierganiu ;)



czwartek, 17 lipca 2014

Nie ma tego dobrego, co by na lepsze nie wyszło...


... czyli jak ubiłam interes z Laurą.

To, że wpadłam w dziki szał przędzenia już wiecie. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego postanowiłam zamówić sobie czesankę ręcznie farbowaną. Poczytałam to jako wyższy stopień wtajemniczenia w tę materię. Napisałam prośbę do wspomnianej wyżej niezwykle zdolnej Bestyi. Nad kolorami nie zastanawiałam się długo, wiedziałam że muszą być mocne i żywe, bo tego mi teraz trzeba. Doenergetyzowuję się ;)

Miałam świadomość, że cała procedura potrzebuje czasu. Z całych sił, wygrzebanych z najgłębszych mych zakamarków, uzbroiłam się w cierpliwość! Czas szybko zleciał i Laura napisała, że włóczka jest gotowa?! Włóczka? Miała być czesanka, przemknęło mi przez głowę. Ale zaraz po tym ogarnęła mnie radość, że psim swędem będę miała Laurową przędzę!!!!!!!!!!!!!!!!! Hurra, hurra!!!!!!!!!!!!
Natychmiast napisałam, że kupuję, choć zostałam poinformowana, że nie muszę, że Jej błąd, itd. Za późno pomyśałam sobie, chcę i koniec!

Od momentu wysłania przez Laurę nitek, nerwowo przedreptywałam, bo moja cierpliwość ćwiczona w ostatnich dniach, buntowała się. Wyczekiwałam Pana Doręczyciela i.... dzisiaj nadszedł ten utęskniony dzień :)

Otwarłam kopertę i moim oczom ukazała się włóczka piękna, intensywnie nasycona barwnikami, ale to jeszcze nic. Miałam w rękach przeróżne włóczki, te ręcznie przędzione też i... Muszę przyznać, że każda, nawet najpiękniejsza, najbardziej miękka włóczka przemysłowa, przegrywa w przedbiegach z ręczną przędzą! To istny puch! Miękkość nad miękkościami! Wiem, że nie jest to tylko moje zdanie. Mam okazję obserwować na "Fejsbuku" kobitki, które też połknęły bakcyla. Tworzą piękne rzeczy i mam wrażenie, że prząśniczek ostatnio przybywa. Super!

A teraz zdjęcia:











Dla mnie to 588 metrów radości! Prawdą jest, że tego rodzaju włóczki mają swoją cenę. Nie namawiam do hurtowych zakupów, ale... na szczególną okazję, moteczek na przytulaśną chustę, czemu nie?!
Jeśli ktoś byłby zainteresowany, podaję namiary do Laurowego kramu (klik):) Jest na czym oko zawiesić!
Tymczasem borem, lasem...

piątek, 11 lipca 2014

Nie całkiem à propos...


Opanowała mnie żądza posiadania chusty z własnoręcznie uprzędzonej nitki. Poddałam się jej z dziką rozkoszą! Jako rasowy niecierpliwiec, natychmiast ruszyłam do miejsca, gdzie nabyłam czesankę. Nie było łatwo! Chciałam coś barwnego. Szuflady pękają mi od szarości i stonowanych odcieni. Potrzebuję odmiany.








Z kolorowym warkoczem za pazuchą, wróciłam do domu i zaczęło się kręcenie, zwijanie, pranie, suszenie:)










Od początku wiedziałam jaką dzianinę chcę uzyskać i który to będzie wzór. W tej drugiej kwestii szczęście mi sprzyjało, ponieważ kupiłam opis w promocji (jakie to modne obecnie słowo). Oryginał widziałam na własne oczy. To lekka zwiewna, nieduża chusta. Według mnie zdecydowanie letnia odsłona. Moja wersja jest jej zaprzeczeniem, kolorystyka raczej jesienna. Chusta wyszła duża, mięsita i niebywale miękka. W sam raz na chłodne, wręcz mroźne dni...
Efekt taki uzyskałam dzięki mojej przędzy. Nitka typu lace nie wchodziła w grę. Przędłam z zapałem, starałam się jak mogłam, ale błędów nie uniknęłam. Zostaną ze mną w mojej chuście i nie zamierzam tego zmieniać! W miarę przędzenia nitka nieco ewoluowała, bo coraz lepiej sobie z nią radziłam. Zapanowałam nad nią :) Są fragmenty, z których jestem dumna, bo oczka są równe i nitka ma optymalną grubość:






Z duszą na ramieniu prezentuję Wam moją, nawet bardzo moją odsłonę On the Move:












Teraz kręcę fiolety, więc uciekam i pozdrawiam :)