Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2011

Hurtem

Nie ma sensu pokazywanie każdej wydzierganej rzeczy z osobna, czemu dałam dowód w przedostatnim wpisie. Ten jest niejako jego kontynuacją. Bystre oko dostrzegło, że do dwóch pokazanych tam czapek zrobiłam szalo - kominy (gdzieś usłyszałam tę nazwę, nie przypadła mi ona szczególnie do gustu, ale nie wiem jak nazwać toto???)









Zastosowałam w nich te same wzory - ściegi co w czapkach, ale ponieważ czapy robiłam w okrążeniach potrzebne były małe modyfikacje. Z efektu jestem zadowolona, wpadły też w oko kilku osobom, więc czeka mnie powtórka. Niezmiernie mnie to cieszy (... że wpadły w oko, bo powtórki nie są już takie ekscytujące):)



Oprócz tego tradycyjnie zbieram zamówienia po rodzinie. Z tego "zbieractwa" powstało już kilka rzeczy, inne ciągle się robią :)



Bratowa poprosiła mnie o zrobienie żółtej Poppy - sezon bez niej to sezon stracony ;)... oraz czegoś na szyję.







Wydziergałam komin. Wzór nie jest szczególnie wyszukany, ale według mnie prezentuje się interesująco (pozwoliłam …

Dynia

Jeszcze kilka lat temu jadalne były dla mnie tylko pestki. Kompot z dyni był dla mnie nie do przełknięcia, przez dodawany do niego ocet, innych specjałów nie znałam.

Jednak wszystko się zmieniło, kiedy znajoma mojej mamy podzieliła się przepisem na zupę. Pyszną, prostą w przygotowaniu i co najważniejsze zjadaną chętnie przez moje dzieci. Ale nie o zupie dzisiaj będzie, może innym razem :)


Na sobotni obiad przygotowałam dynię pieczoną. Nie jest to z pewnością nic odkrywczego, ale może przepis nie jest wszystkim znany?!

Najpierw ją umyłam, obrałam, wydrążyłam pestki i pokroiłam w kostkę:






Następnie dodałam sól, pieprz, zioła prowansalskie, czosnek i oliwę z oliwek (ilość według uznania):






Wszystko dokładnie wymieszałam i przełożyłam na blachę pokrytą papierem do pieczenia:






Później włożyłam do piekarnika i piekłam przez pół godziny (wystarczy piec przez 20 minut, do miękkości, ale ja lubię przypieczoną), w temperaturze 180ºC.







Z grillowaną piersią kurczaka i lampką białego wina smakuję w…

Czapkowa maszyna ruszyła...

Opornie, ale jednak. Wzięłam się do pracy, bo lenistwo to brzydka cecha, nieobca mi niestety. Nie szło mi tak gładko jak w poprzednich sezonach, bo głowę mam zaprzątniętą zupełnie innymi sprawami. Rzeczy do pokazania nazbierało się całkiem sporo. Ale żadna siła nie zmusi mnie obecnie do pozowania do zdjęć. Zawsze dzierganie działało na mnie kojąco. Teraz jednak nie jest dość silnym znieczulaczem, aczkolwiek nadal macham drutkami z przyjemnością.

Sezon na czapy się rozpoczął. Oto moje tegoroczne propozycje:






Czerwona, robiona w poprzek skróconymi rzędami:






Żółta - dwustronna, działam ją ściegiem bambusowym. Zrobiona z włóczki Phildar Sport'Laine






Śliwkową zrobiłam z tej samej nitki, co żółtą. Wykorzystałam do niej i następnej motyw z tego sweterka.






Szafranowa (od nazwy koloru włóczki), Phildar Galapagos.






Ciemnozielona, robiona tak samo jak czerwona :) podwójną nitką Shetlandu firmy YarnArt , ze starych zapasów.






Dwie kolejne czapki wykonane są z włóczek "phildarowskiej" i Ver…