... nie jest to kwiat znaleziony pod śniegiem, ale mój nowy sweter, wymyślony i zrobiony przeze mnie.
Jakiś czas temu stałam się posiadaczką spódnicy - 'tiulówki'. Pięknej, powłóczystej w ciekawym, acz nie goszczącym do tej pory w mojej garderobie kolorze 😉 Ale to się zmieniło, na szczęście!!! Oczyma wyobraźni zobaczyłam sweter, wprost idealny do owej spódnicy. Kupiłam włóczkę w ilości dość ograniczonej, jednak wystarczającej na projekt, który świtał mi już głowie, z najmniejszymi detalami.
Zrobiłam próbkę i zabrałam się do pracy. Włóczka Onion to mieszanka wełny organicznej 70% i pokrzywy 30%, miła i delikatna w dotyku, bardzo wdzięczna w robocie. Nie rozwarstwia się i nie plącze. Nitkę kupiłam w sklepie e-supełek. Występuje ona w dwóch grubościach i szerokiej, pięknej palecie kolorów. Z przyjemnością do niej kiedyś wrócę!
Wybrałam grubszą nitkę, przeznaczoną na druty 5-6 mm. Nabrałam oczka i ochoczo zaczęłam dziergać. Wytwór mojej wyobraźni zaczął się materializować i to w bardzo szybkim tempie. Nie było to szczególnie zaskakujące zważywszy na grubość nitki i drutów.
Zapraszam Was do obejrzenia zdjęć 😊
Tak wyglądał początek:
... a tak prezentuje się gotowy sweter:
Zbliżenie na detal łączący przód z tyłem:
Na dole zrobiłam rozporki 😉, lubię ten element w luźnych swetrach.
Ściągacze i rękawy swetra robiłam na drutach 5 mm, a korpus na 6 mm. Proste warkocze nie obciążają nadmiernie mojego już ulubionego pulowerka. Włóczka okazała się całkiem wydajna, bo na cały sweter zużyłam trochę ponad 9 motków. Polecam Wam tę włóczkę z całego serca, bo jak wspomniałam jest przyjemna w robocie i noszeniu, do tego udzierg jest miły dla ciała i cudownie grzeje! Czy można chcieć czegoś więcej?! Pozdrawiam Was z cudownych Bieszczad 😘
piątek, 14 lutego 2020
piątek, 31 stycznia 2020
Rug
Junko Okamoto tworzy między innymi swetry, duuże swetry. Kto lubi oversize na pewno znajdzie coś dla siebie wśród jej projektów. Jeden z najpopularniejszych to Rug. Powstało wiele wersji tego swetra. Nie wiem, czy kiedykolwiek bym go zrobiła?! Jednak stało się tak, że moja serdeczna Koleżanka poprosiła mnie o wydzierganie Ruga. Oczywiście z ogromną przyjemnością spełniłam Jej prośbę. Jednocześnie obiecałam sobie, że NIGDY WIĘCEJ!!! Minęło trochę czasu, zobaczyłam ten projekt w wykonaniu Basi - Fanaberii i musiałam zbierać szczękę z podłogi, po czym chwyciłam za druty i mam, swój osobisty. Piękny, z charakterem, bo wykonany z wełny spod samiuśkich Tater. Tatrawool, zachwycająca nitka kupiona w sklepie woolniej.pl. Niestety, kto nie lubi podgryzania, ten tej wełny nie polubi... Jakkolwiek okrutnie to zabrzmi: "jego strata". Uwielbiam przędzę w naturalnych kolorach! Ta występuje w czterech i każdy jest ekstra.
Rug ma wrabiane wzory, do ich wykonania użyłam trzech cienkich nitek wygrzebanych z pudła.
Oto moja wersja:
Jak widzicie dużo było przeplatania, ale robiąc drugi, technikę prowadzenia nitki miałam opanowaną do perfekcji 😉
Zdjęcia zrobiłam w przecudnej urody miejscu, w którym miałam okazję być już po raz drugi! Młyn Jędrów to magiczna, ciepła i gościnna przystań.
A prawda jest taka, że sweter powstał do kompletu, do czapki 😊. Marzena - Chmurka zaprojektowała śliczną, subtelną czapę, którą się zachwyciłam i nie zwlekając, wydziergałam. Trivia Hat, bo o niej mowa jest chętnie noszonym przeze mnie nakryciem głowy. Spodobała się nie tylko mnie, bo w Młynie sporo Dziewczyn ją przymierzało, a później zrobiło. Ja zrobiłam trzy sztuki! Dwie dla siebie i jedną dla Koleżanki 💕


Mogę Wam z całego serca polecić oba projekty i zagwarantować, ze będziecie zadowoleni 👍 Czego Wam serdecznie życzę 😉
wtorek, 31 grudnia 2019
Na koniec roku...
Wybrałam się na małą, ale za to sentymentalną wycieczkę. Nie potrzebuję wielkich wypraw, te małe sprawiają mi mnóstwo przyjemności. Potrzebuję zmiany otoczenia dość często... Taka ze mnie niespokojna dusza 😏 Mijający rok był pod tym względem udany 👍
Tak się szczęśliwie złożyło.... nie, było inaczej! Choć absolutnie nie jestem mistrzem planowania, tym razem zaplanowałam wyjazd i tegoroczne Boże Narodzenie spędziłam w Brukseli. Skoro już znalazłam się w Belgii, postanowiłam wykorzystać i odwiedzić miejsca, w których bywałam mieszkając tutaj. Kto mnie choć trochę zna, wie że kocham morze, szum fal, piach, mogę łazić godzinami wte i wewte i mi się nie nudzi.
Z Brukseli wszędzie jest blisko! Po świątecznym lenistwie, pora była ruszyć cztery litery.
Zapakowałam rodzinę, a raczej rodzina sama się zapakowała do samochodu i półtorej godziny później maszerowałam po piachu. Najlepiej!
De Haan to urokliwa miejscowość w prowincji Flandria Zachodnia. Muszę przyznać, że od ostatniej wizyty, bardzo się rozbudowała. Ale plaża i morze pozostały te same.
Tu z Córcią i Piesełkami:
... i koniki były jak przed laty... Aż trudno uwierzyć, ze minęło już dziewięć lat?! 😯😯😯
... zachód słońca też był 😊!
Mimo chłodu, zrzuciłam parkę i dzięki temu mogę pokazać Wam mój najnowszy sweter (golf jest wariacją Aldous Isabell Kraemer).
Jako ciekawostkę dodam, że cała moja rodzina, nie licząc Luki i Manii, miała na sobie moje udziergi 💕
Komplet dla Syna powstał całkiem niedawno. Czapa w warkocze i brioszkowy komin:
.
Musicie uwierzyć mi na słowo, że mężowa czapa też była zrobiona przeze mnie 😉
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Brugii, ślicznego miasta, z uwagi na obfitość kanałów zwanego flamandzką Wenecją.
Niestety, zdjęcia nie oddają przecudnej urody tego miasta. Poza tym było ciemno i zimno.... Nie obyło się więc bez grzanego wina...
... i gofrów!
Oj słodko było, słodko!!!
Kochani, życzę Wam by Nowy 2020 Rok był dla Was udany i szczęśliwy!!! Sobie natomiast życzę komentarzy pod postami, bo bez Was i Waszego odzewu moje blogowanie traci sens... Może macie jakieś propozycje, sugestie?! W zamyśle blog miał mieć charakter kroniki i to się sprawdza. Jednak zawsze miło jest widzieć, że Ktoś pozostawia tu swój ślad 😘 Najlepszego!!!
Tak się szczęśliwie złożyło.... nie, było inaczej! Choć absolutnie nie jestem mistrzem planowania, tym razem zaplanowałam wyjazd i tegoroczne Boże Narodzenie spędziłam w Brukseli. Skoro już znalazłam się w Belgii, postanowiłam wykorzystać i odwiedzić miejsca, w których bywałam mieszkając tutaj. Kto mnie choć trochę zna, wie że kocham morze, szum fal, piach, mogę łazić godzinami wte i wewte i mi się nie nudzi.
Z Brukseli wszędzie jest blisko! Po świątecznym lenistwie, pora była ruszyć cztery litery.
Zapakowałam rodzinę, a raczej rodzina sama się zapakowała do samochodu i półtorej godziny później maszerowałam po piachu. Najlepiej!
De Haan to urokliwa miejscowość w prowincji Flandria Zachodnia. Muszę przyznać, że od ostatniej wizyty, bardzo się rozbudowała. Ale plaża i morze pozostały te same.
Tu z Córcią i Piesełkami:
... i koniki były jak przed laty... Aż trudno uwierzyć, ze minęło już dziewięć lat?! 😯😯😯
... zachód słońca też był 😊!
Mimo chłodu, zrzuciłam parkę i dzięki temu mogę pokazać Wam mój najnowszy sweter (golf jest wariacją Aldous Isabell Kraemer).
Jako ciekawostkę dodam, że cała moja rodzina, nie licząc Luki i Manii, miała na sobie moje udziergi 💕
Komplet dla Syna powstał całkiem niedawno. Czapa w warkocze i brioszkowy komin:
.
Musicie uwierzyć mi na słowo, że mężowa czapa też była zrobiona przeze mnie 😉
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Brugii, ślicznego miasta, z uwagi na obfitość kanałów zwanego flamandzką Wenecją.
Niestety, zdjęcia nie oddają przecudnej urody tego miasta. Poza tym było ciemno i zimno.... Nie obyło się więc bez grzanego wina...
... i gofrów!
Oj słodko było, słodko!!!
Kochani, życzę Wam by Nowy 2020 Rok był dla Was udany i szczęśliwy!!! Sobie natomiast życzę komentarzy pod postami, bo bez Was i Waszego odzewu moje blogowanie traci sens... Może macie jakieś propozycje, sugestie?! W zamyśle blog miał mieć charakter kroniki i to się sprawdza. Jednak zawsze miło jest widzieć, że Ktoś pozostawia tu swój ślad 😘 Najlepszego!!!
czwartek, 26 grudnia 2019
czwartek, 19 grudnia 2019
Miya Mittens
Dzisiaj znowu będzie o mitenkach, ale teraz jest przecież na nie sezon 😊! Chciałam proste, dłuższe niż te poprzednie. Chwyciłam za druty i zrobiłam nieskomplikowane ocieplacze. Spisałam swoje poczynania i przy pomocy przemiłych Dziewczyn, dopracowałam opis. Od dzisiaj jest on dostępny na Ravelry pod nazwą Miya Mittens. Taka nazwa przyszła mi do głowy i taka jest. Nie pytajcie dlaczego!
Mitenki są gładkie z delikatnymi smaczkami, za to z dużym potencjałem. Można je łatwo modyfikować, skracać, wydłużać, ozdabiać, wyszywać na nich wzorki. Stanowią bazę! Właśnie coś takiego chciałam zrobić i chyba mi się udało 😉?! Ocenicie same.
Do zrobienia tych mitenek potrzebne będą druty na żyłce 4 i 3 mm, bądź druty skarpetkowe w tych samych rozmiarach, igła do zamknięcia oczek i około 100m nitki grubości DK, około 230m w 100g i dwa wieczory maksymalnie!
Zachęcam do dziergania!
Mitenki są gładkie z delikatnymi smaczkami, za to z dużym potencjałem. Można je łatwo modyfikować, skracać, wydłużać, ozdabiać, wyszywać na nich wzorki. Stanowią bazę! Właśnie coś takiego chciałam zrobić i chyba mi się udało 😉?! Ocenicie same.
Do zrobienia tych mitenek potrzebne będą druty na żyłce 4 i 3 mm, bądź druty skarpetkowe w tych samych rozmiarach, igła do zamknięcia oczek i około 100m nitki grubości DK, około 230m w 100g i dwa wieczory maksymalnie!
Zachęcam do dziergania!
wtorek, 3 grudnia 2019
Pora na mitenki...
😊Miałam w pudle pojedyncze motki ślicznych, dobrych gatunkowo włóczek i postanowiłam je przerobić. Od razu pomyślałam o małej formie. Nie nadawały się do łączenia i dziergania swetra. Zrobiłam mitenki:
Proste, wygodne, rozmiar M z potencjałem 😉, to znaczy dobrze wyglądają na małej dłoni i tej ciut większej. Jak wiemy o dłonie trzeba dbać. Wiem, że zaglądają tu osoby, które same potrafią sobie zrobić podobne rzeczy, ale.... Ale nie mają czasu, ochoty... Mitenki są sprawdzone przez moją Siostrę, Siostrzenicę i nie zgłosiły zastrzeżeń. Tak, tak z uwagi na więzy krwi mogą być nieobiektywne. Jednak nikt nie jest wobec mnie bardziej szczery niż moja ukochana Siostrzenica 💞. To skłoniło mnie do wystawienia mitenek na Etsy. . To trochę tak, jakbym wrzuciła je do studni, dlatego postanowiłam nadmienić o tym na moim blogu. Bardzo proszę Osoby, ktre mogą i chcą o udostępnianie linka do "mojego raczkującego kramiku".
Teraz trochę zdjęć:
Jeśli Ktoś miałby życzenie, mogę zrobić mitenki w innym kolorze i rozmiarze. Nie korzystałam oczywiście z gotowego opisu. Jak widzicie otulacze na dłonie są bardzo proste w formie 😊.
Mój kramik
Zapraszam serdecznie...
Proste, wygodne, rozmiar M z potencjałem 😉, to znaczy dobrze wyglądają na małej dłoni i tej ciut większej. Jak wiemy o dłonie trzeba dbać. Wiem, że zaglądają tu osoby, które same potrafią sobie zrobić podobne rzeczy, ale.... Ale nie mają czasu, ochoty... Mitenki są sprawdzone przez moją Siostrę, Siostrzenicę i nie zgłosiły zastrzeżeń. Tak, tak z uwagi na więzy krwi mogą być nieobiektywne. Jednak nikt nie jest wobec mnie bardziej szczery niż moja ukochana Siostrzenica 💞. To skłoniło mnie do wystawienia mitenek na Etsy. . To trochę tak, jakbym wrzuciła je do studni, dlatego postanowiłam nadmienić o tym na moim blogu. Bardzo proszę Osoby, ktre mogą i chcą o udostępnianie linka do "mojego raczkującego kramiku".
Teraz trochę zdjęć:
Jeśli Ktoś miałby życzenie, mogę zrobić mitenki w innym kolorze i rozmiarze. Nie korzystałam oczywiście z gotowego opisu. Jak widzicie otulacze na dłonie są bardzo proste w formie 😊.
Mój kramik
Zapraszam serdecznie...
czwartek, 31 października 2019
Dillon
Sweter na pierwszy rzut oka prosty w formie, dlatego wpadł mi w oko. W zasobach miałam stosowną acz zupełnie inną niż w opisie włóczkę. Nie zastanawiałam się więc długo, nabrałam oczka i... się zaczęło. Naprawdę trzeba mieć specjalne zdolności, żeby tak skomplikować opis wykonania. Kiedy przebrnęłam przez kadłub i doszłam do rękawów, odłożyłam robótkę na dwa dni. Gdyż po przeczytaniu wskazówek, czaszka zaczęła mi dymić. Przetrawiłam wszystko po swojemu, przełożyłam na swój język i poszło. Kiedy zamknęłam ostatnie oczka, poczułam ogromne UFF!!!
Ale warto było! Sweter dobrze leży, jest wygodny i zupełnie po nim nie widać, że popsuł mi tyle krwi 😉! Bardzo chętnie go noszę i choć na początku kolor był dla mnie nieco egzotyczny, od początku bardzo dobrze się w nim czułam.
Dillon był moją wakacyjną robótką, kończyłam go będąc nad morzem. Wykąpałam go należycie i leżakował pod czujnym okiem Mani 😄.
... a tak prezentuje się na mnie:
Sweter wykonałam z włóczki BC Garn Tussah Tweed. Bardzo lubię tę nitkę i mogę ją szczerze polecić! Druty 3,25 mm, zużyłam niecałe cztery motki.
Jak to miło powrócić do lata, kiedy za oknem szaroburo, do cudownego, magicznego miejsca. Zostawiam Was z piękną polską wsią 💛💚💙💜:
Do przeczytania 💞!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
don't ask
... mijający właśnie rok był inny, niełatwy, wiele mnie nauczył o sobie samej. Zdarzyło się dużo przykrych rzeczy, ale były też momenty wart...
-
... ale jak wiadomo plan to nie wszystko. Trzeba go jeszcze wcielić w życie. Na początek bardzo dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne ...
-
Junko Okamoto tworzy między innymi swetry, duuże swetry. Kto lubi oversize na pewno znajdzie coś dla siebie wśród jej projektów. Jeden z na...
-
Jak są urodziny i to w dodatku szóste, to muszą być prezenty. Pierwszy wpis pojawił się 15 stycznia i od tamtej pory co jakiś czas pojawiają...


















































