niedziela, 14 kwietnia 2013

Tea with Jam and Bread w moim wydaniu...

Rzec by można "papuga zawsze druga", bo nie pokusiłam się nawet o dobór innych kolorów. Zresztą druga wersja autorki tego wzoru też bardzo do mnie przemawia kolorystycznie, więc kto wie ? :)

Mając gotowca nie musiałam kombinować. Włóczkę wzięłam inną. Swoją drogą jeszcze nigdy tak długo nie dobierałam włóczki. Sugerowana w opisie skądinąd znana mi - Brooklyn Tweed SHELTER, okrutnie droga , nie budzi mojego zachwytu.
Kupiłam Ceativ focus worsted Rowana, też nie najtańsza, ale nie musiałam jej sprowadzać, tylko pojechać do sklepu ;) Dzierga się z niej fantastycznie, paletę barw ma śliczną, ale....... powinna być sprzedawana w pakiecie z "kosiarką"... No cóż, coś za coś. Na szczęście to nie jedyny mój sweter i nie będę go nosiła codziennie. Raz na jakiś czas mogę pokosić, tak dla rozrywki.

Jak pisałam w poprzednim poście, naprodukowałam trochę sweterków, ale pogoda i nastrój nie sprzyjały fotografowaniu. Zatem przy pierwszych promieniach słońca, delikatnym podmuchu wiosny, wybraliśmy się na rodzinny spacer i dzięki temu mogę Wam pokazać nowe swetrzycho. Fason jak najbardziej mój, lubię takie proste, trochę męskie w kroju modele. Zachwycam się misternie dzierganymi, kobiecymi kardiganami, ale znam siebie i wiem w czym się najlepiej czuję.

Tadam, bezgłowa ja:





















Z tego co pamiętam, zużyłam około 6 motków włóczki. Ściągacze robiłam na drutach 4mm, całą resztę na 4,5mm. Wzór jest rozpisany bardzo precyzyjnie. Dziergało się z przyjemnością.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Ogólnie rzecz ujmując...

... sprawa ma się tak: śniegi stopniały, słońce nieśmiało wygląda zza chmur. Wiosnę nawet widać, jak się nieco wzrok wytęży :)






Po choróbskach, skręconej kostce i innych "przyjemnościach" pora wrócić na łono bloga.

Nie wiem od czego zacząć, bo trochę się nazbierało, dwa swetry zdążyła pokryć patyna:






Do sweterków dorzuciłabym chustę:






Kilka czapek... Jedną z nich na szczęście można schować na dno szafy, bo jest gruuuuba i ciepła, podszyta polarem. Wynoszona już solidnie przez pewnego młodego i niewzykle zdolnego Młodzieńca. Dla niego stok górski to naturalne środowisko. Na medale i puchary brak miejsc. Dlatego wielkim zaszczytem było dla mnie , kiedy Alexei w ciocinej czapce odbierał nagrody :)






Zimowa Wielkanoc przemknęła jakoś tak szybko, inaczej niż poprzednio. Nastrój miałam mało świąteczny, ale pokusiłam się o mały akcent dekoracyjny:






Jajka wydziergane w ubiegłym roku (mam ich cały koszyczek), tildowy ptaszor uszyty naprędce, serducho wyszperane na starociach.


Uff, udało się, jest nowy wpis!

Do szybkiego :)

sobota, 9 lutego 2013

Męska ręka...


... nadszedł czas na wyniki candy!


Maszyna losująca...







...została odblokowana, losy przemerdane







męska ręka w akcji...






przyniosła szczęście Alicji, oto dowód:









GRATULUJĘ i czekam na maila :)


Wszystkim Uczestniczkom serdecznie dziękuję za udział w rozdaniu. Przemiłe komentarze lały miód na moje serce! Wielki buziak się należy ;)

czwartek, 7 lutego 2013

Proszę się częstować...


kto lubi faworki, zwane także chrustami, zapraszam...






... i życzę SMACZNEGO!



Na przekór temu, co się dzieje za oknem, zaprosiłam wiosnę do domu i przesyłam ją Wam:)







Zachęcam do zapisania się na candy, czekam do jutra...

sobota, 26 stycznia 2013

Komin na cito


Każdemu może się zdarzyć, że coś zgubi. Niektórym zdarza się to nader często. Jednych zgub jest nam bardziej żal, innych mniej. Nieco gorzej jest kiedy ktoś "zakoleguje się" z naszą rzeczą i ją posieje...

Żeby tego uniknąć, po tym jak moja Z. zapomniała wziąć ze szkoły komin i bardzo zaprzyjaźniła się z moją chustą (nie żebym dziecku skąpiła), postanowiłam szybciorem zrobić dla niej nowy komin. Tym razem chwyciłam za "podlejszą nitkę", był sobotni wieczór, brałam co miałam pod ręką i kolorystycznie pasowało do kurtki i żeby w razie czego w ogóle nie żałować straty ;)


Nitka (20% wełna, 80 akryl) dość gruba, została przerobiona podwójnie. Chodziło mi o to, by splot był mięsisty.











Córka, choć na zdjęciu na zadowoloną nie wygląda, w istocie jest. Była zmęczona po szkole i do tego panował przenikliwy ziąb:







Komin wykończyłam szydełkiem, pojedynczą nitką.

Ścieg, który zastosowałam nosi angielska nazwę:

TWO-COLOR HURDLE (dwukolorowy płotek).

Jeśli kogoś zainteresuje, to robimy go w następujący sposób:

liczba oczek podzielna przez 4 plus 3 oczka.

Rząd 1: (lewa strona robótki) kolorem A, oczka prawe.
Rząd 2: Kolorem B, 3 oczka prawe, * zdjąć 1 oczko na prawo, 3 oczka prawe, powtarzamy od * do końca rzędu.
Rząd 3: kolorem B, 3 oczka prawe, * nitka z przodu robótki, zdjąć 1 oczko na prawo, nitka z tyłu robótki, 3 oczka prawe, powtarzamy od * do końca rzędu.
Rząd 4: kolorem A, 1 oczko prawe, * zdjąć 1 oczko na prawo, 3 oczka prawe, powtarzamy od * do 2 ostatnich oczek, zdjąć 1 oczko na prawo, 1 oczko prawe.
Rząd 5: kolorem A, 1 oczko na prawo, * nitka z przodu robótki, zdjąć 1 oczko na prawo, nitka z tyłu robótki, 3 oczka prawe, powtarzamy od * do 2 ostatnich oczek, nitka z tyłu robótki, 1 oczko zdjąć na prawo, nitka z tyłu robótki, 1 oczko prawe.

Powtarzamy rzędy 2-5.

Nawet jeśli tłumaczenie wzoru wydaje się na pierwszy rzut oka skomplikowane, sam ścieg jest prosty i łatwo go zapamiętać.


Ciągle zapominam podziękować za liczne życzenia świąteczno-noworoczne i miłe komentarze na temat mojej choinki. Bardzo serdecznie DZIĘKUJĘ :)


Zapraszam także do zapisywania się na Candy!!!

wtorek, 22 stycznia 2013

Kto cztery latka ma....?


A dokładnie 4 lata i 7 dni. Ano mój blog! Powoli czuję się jak dinozaur ;) Większość blogów, które czytałam na początku i dzięki którym zaczęłam pisać sama, "zawiesiło działalność".
Nie opublikowałam posta w "dniu urodzin", ponieważ przez cały tydzień zachodziłam w głowę, co i komu podarować. Codziennie zasiadałam do komputera i nic.

Każdego roku było u mnie candy i nie chcę z tego rezygnować, nie chcę też już dłużej się zastanawiać.


A oto co wydumałam.

* tym razem chcę obdarować osobę, która zagląda do mnie regularnie, pozostawia ślad (komentarz), jest obserwatorem (albo nim zostanie). Nie publikuję postów zbyt często, nie są one szczególnie bogate w treść, ale w końcu to nie blog literacki. Na początku założyłam, że ma to być swego rodzaju kronika moich dziergaczych poczynań i wyszło na to, że tak jest. Dlatego cieszy mnie, że mimo to jest grupa wiernych ;)

* należy pozostawić komentarz, pod tym i tylko tym postem

* będzie mi miło, jeśli informacja o rozdaniu znajdzie się na Waszym blogu

* nie wszystkie osoby, które do mnie zaglądają mają bloga, nie jest to absolutnie konieczne do wzięcia udziału w zabawie, proszę tylko o dane kontaktowe

* zabawa potrwa do 8 lutego

* wyniki losowania ogłoszę następnego dnia







Na upominek składają się dwa kosmetyki firmy L'OCCITANE:
* migdałowy olejek do mycia - 75 ml (na punkcie, którego ostatnio oszalałam, super rozwiązanie dla takich leniwców jak ja, którzy nie lubią się balsamować, ale lubią mieć nawilżoną i gładką skórę)
* masło shea - 8 ml (w mojej ocenie żaden krem pod oczy się nie umywa)
* niespodzianka - spodzianka włóczkowa(jeśli ktoś myślał, że pompon ze zdjęcia jest nagrodą, to się niestety zawiedzie ;))

Dla osoby, której dopisze szczęście w mojej rozdawajce, zakupię włóczkę Rowan , dwa albo trzy motki, w zależności od długości przędzy (około 600 m), tak żeby wystarczyło na chustę, komin bądź szal.

Serdecznie zapraszam na "cukierasy"!

Banerek:


czwartek, 10 stycznia 2013

Pierwszy...


... w tym roku post i pierwszy udzierg. Zaczęłam w pierwszy dzień stycznia i pracowałam cierpliwie dokładnie przez siedem dni. Sweterek powstał dla Córci, która bacznie patrzyła mi na ręce ;) Jak zobaczycie dziecię wdało się w mamę, bo tak samo lubi nudne sweterki, w nudnych kolorach, z nieco przydługimi rękawami (miały być jeszcze dłuższe, ale się nie ugięłam)






Postawiłam na detale, podwójna plisa przy ściągaczach, ekstra broszka, której kolor rozczarował Zuzię ;) A mnie wydawało się, że będzie fajosko i 'pasująco'... Dziecko mnie poganiało, przymierzało, a na końcu i tak stwierdziła, że ją gryzie :( Z takim składem włóczka musi trochę kąsać. Gdyby tylko Córka była tak "nieczuła" jak mama ;)
Wrociłam do mojej ulubionej niegdyś włóczki Holst Garn. Tym razem wykorzystałam mieszankę wełny i jedwabiu, w obecność którego córka powątpiewa :D Ściągacze robiłam na drutach 2,5mm, niebieską plisę na 2mm, a całą resztę na 3mm. Zużyłam w sumie trzy motki włóczki.







Do zdjęć też specjalnie nie chciała pozować, ale i tak ją kocham ;)








Pozostaje mi mieć nadzieję, że będzie go nosić... w co z kolei ja wątpię ;)

don't ask

... mijający właśnie rok był inny, niełatwy, wiele mnie nauczył o sobie samej. Zdarzyło się dużo przykrych rzeczy, ale były też momenty wart...