... w tym roku skromnie, ba nawet bardzo skromnie. Jedną zaledwie czapą. Nie znaczy to, że nie mam ich więcej. Będą się pojawiały raz kiedyś, tak pomiędzy.
Czapka powstała dzięki resztkom włóczki po Aidez i kominie, o którym napiszę przy innej okazji. Robiłam ją na okragło, jak zwykle. Dobór kolorów był przemyślany. Jakież było moje zdziwienie, kiedy pokazawszy się w gotowym udziergu moim dzieciom, spotkałam się z totalnym odrzuceniem ;) Z wrodzonej grzecznośći (o którą nikt ze znajomych i bliskich mi osób mnie nie podejrzewa) nie napiszę, co powiedziała Zuzia. Albo, co tam... Porównanie mojej czapeczki do porannego pawia, było druzgocące :D! Co prawda cenię sobie szczerość, ale w tym wypadku zupełnie się na nią nie godzę.
Jesienna czapa wygląda jakby była tkana, dzięki ściegowi (1 oczko prawe, 1 oczko zdjęte bez przerabiania na lewo, nitka z przodu i tak dalej). Nie mogłam gubić oczek w tradycyjny sposób, bo wzór by się "posypał". Zastosowałam pionierską metodę, z rzędami skróconymi w tle. Sama się zastanawiam, czy dam radę to kolejny raz powtórzyć? Dziergając tym ściegiem należy wziąć sporo grubsze druty, dwa, trzy rozmiary.
Mąż powiedział, że wyglądam jak jesienny Smerf. Wolę to, niż porównanie Zuzi...
Jak widzicie śmigam w swetrze ochoczo!
Do miłego :)
niedziela, 17 listopada 2013
czwartek, 31 października 2013
Aidez
Model bardzo popularny na Ravelry, ma ponad trzy tysiące odsłon.
Od dawna szukałam wzoru na "warkoczowego przekładańca". Z tej okazji kupiłam magazyn wspomniany w poprzednim poście. Kiedy trafiłam po raz kolejny na Aidez, olśniło mnie - to ten ;)
Wełnę miałam od dawna kupioną, bardzo okazyjnie zresztą. Pani wyprzedawała cały zapas Cascade 220® Heathers. Grzechem było nie wziąć.
Oto moja wersja jakże popularnego swetra:
Robiłam go metodą bezszwową, myśl o zszywaniu napawała mnie lękiem ;) Poszło gładko i szybko, choć zrobiłam dłuższą wersję. Później kąpiel, nie kończące się suszenie (kupiłam sobie nawet matę-puzzle z knit picks, której cena absolutnie nie odpowiada nędznej jakości, mega rozczarowanie). Notorycznie musiałam przeganiać ze swetra mojego psa, którego zapach wilgotnej włóczki nęcił i wabił. Łatwo nie było, szła (bo to ona - psa) w zaparte. Kiedy sweter był wreszcie gotowy, przymierzyłam go i.... stwierdziłam, że ja chyba zdecydowanie i bezapelacyjnie wolę gładkie wdzianka. Powiesiłam gotowca na manekinie i sobie wisiał, cały długi miesiąc ... do dzisiaj. Po naszym wspólnym wypadzie, myślę że się jednak polubimy.
Kto go jeszcze nie robił, to polecam. Wzór jest darmowy, dobrze rozpisany, dzianiny szybko przybywa. Można nim dowolnie żonglować. Jak widać moja wersja jest dłuższa od oryginału i oczywiście ma dość długie rękawy (podwinięte na zdjęciach), śmiało mogą zastąpić rękawiczki, za którymi nie przepadam.
Od dawna szukałam wzoru na "warkoczowego przekładańca". Z tej okazji kupiłam magazyn wspomniany w poprzednim poście. Kiedy trafiłam po raz kolejny na Aidez, olśniło mnie - to ten ;)
Wełnę miałam od dawna kupioną, bardzo okazyjnie zresztą. Pani wyprzedawała cały zapas Cascade 220® Heathers. Grzechem było nie wziąć.
Oto moja wersja jakże popularnego swetra:
Robiłam go metodą bezszwową, myśl o zszywaniu napawała mnie lękiem ;) Poszło gładko i szybko, choć zrobiłam dłuższą wersję. Później kąpiel, nie kończące się suszenie (kupiłam sobie nawet matę-puzzle z knit picks, której cena absolutnie nie odpowiada nędznej jakości, mega rozczarowanie). Notorycznie musiałam przeganiać ze swetra mojego psa, którego zapach wilgotnej włóczki nęcił i wabił. Łatwo nie było, szła (bo to ona - psa) w zaparte. Kiedy sweter był wreszcie gotowy, przymierzyłam go i.... stwierdziłam, że ja chyba zdecydowanie i bezapelacyjnie wolę gładkie wdzianka. Powiesiłam gotowca na manekinie i sobie wisiał, cały długi miesiąc ... do dzisiaj. Po naszym wspólnym wypadzie, myślę że się jednak polubimy.
Kto go jeszcze nie robił, to polecam. Wzór jest darmowy, dobrze rozpisany, dzianiny szybko przybywa. Można nim dowolnie żonglować. Jak widać moja wersja jest dłuższa od oryginału i oczywiście ma dość długie rękawy (podwinięte na zdjęciach), śmiało mogą zastąpić rękawiczki, za którymi nie przepadam.
piątek, 27 września 2013
Plany były inne
Kupiłam sobie ten magazyn:
![]() |
Od dawna marzę o plecionym swetrze (obecnie się dzierga), ten z okładki wpadł mi w oko. Przeglądnęłam kartkę po kartce całą zawartość papierowej inspiracji i ... mi się odwidziało ;)
Znalazłam jednak coś, co przykuło moją uwagę. Chusta - idealny wzór dla Koleżanki, której obiecałam jakąś zrobić. Wybrałyśmy się wpólnie po włóczkę (niech ktoś zgadnie po jaką?)
... i zaczęło się. Plotłam, przekładałam i narzucałam oczka, że aż wióry leciały. Wyszła duża chusta, bo takie było życzenie. Zaplanowałam sesję zdjęciową w parku, z właścicielką. Ale mając dzieci grzechem byłoby pójść bez nich w tak piękne miejsce. Wyposażeni w niezbędne akcesoria ruszyliśmy naprzód. Co prawda doszliśmy na miejsce, niestety ze zdjęć nici. Mój Syn wpadł do stawu (nie był to środek lata, tylko wczesna wiosna), bo niechcący zrobił o jeden krok za daleko... Wytargałam go z wody, zaprowadziłam do domu, wykąpałam, owinęłam w kocyk. W tym czasie znajoma zdążyła wrócić z resztą ferajny. Zamiast na sesji zdjęciowej, skończyło się na wspólnej kawie i oglądaniu bajek.
W związku z powyższym zdjęć jest mało.
Koleżanka była bardzo zadowolona z efektu i wiem, że chusta teraz jej dobrze służy :)
Ale na tym nie koniec. W tej samej gazetce znalazłam jeszcze jeden wzór, który MUSIAŁAM przetestować. Postanowiłam dziergać z dwóch nitek, całkiem różnych - ba - na pierwszy rzut oka nie bardzo do siebie pasujących...
Szłam w zaparte i oto efekt:
Ta chusta została zapakowana...
...i stanowiła prezent pożegnalny. Nie wiem czy się spodobała?
Jak to się mówi: " Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło", a plany są po to, żeby je zmieniać. Nieprawdaż? :D
czwartek, 12 września 2013
Juno
Przeglądając Ravelry trafiłam na ten kardigan:
Bardzo spodobał mi się motyw rodem z szala wykorzystany w karczku. Zerknęłam, czy wzór jest dostępny. Okazało się, że jest w fazie testowania. Ku mojej radości, ale przede wszystkim dzięki uprzejmości Connie, zasiliłam grono testerek.
... i oto jest mój własny Juno:
Już w czasie dziergania, wiedziałam że się "polubimy". Po pierwsze - fason jest, rzec by można niekrępujący i włóczka (o której za chwilę) - wdzięczna.
... i w ogóle się nie pomyliłam :) Wskoczyłam w niego natychmiast!
Sweter zrobiłam z włóczki ( dla tych, którzy mnie znają, to żadna niespodzianka) Holst Garn, tym razem Noble w kolorze Willow , zakupionym u Tuptupa. Przerabiałam ją podwójną nitką na drutach 4mm (ściągacze na trójkach) i zużyłam sześć motków.
Na deser guziczki, według mnie bombowe, kupione w pasmanterii "Pan Guzik".
Czyż nie są urocze?
No to tyle. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za ciepłe komentarze pod ostatnim wpisem :)
Bardzo spodobał mi się motyw rodem z szala wykorzystany w karczku. Zerknęłam, czy wzór jest dostępny. Okazało się, że jest w fazie testowania. Ku mojej radości, ale przede wszystkim dzięki uprzejmości Connie, zasiliłam grono testerek.
... i oto jest mój własny Juno:
Już w czasie dziergania, wiedziałam że się "polubimy". Po pierwsze - fason jest, rzec by można niekrępujący i włóczka (o której za chwilę) - wdzięczna.
... i w ogóle się nie pomyliłam :) Wskoczyłam w niego natychmiast!
Sweter zrobiłam z włóczki ( dla tych, którzy mnie znają, to żadna niespodzianka) Holst Garn, tym razem Noble w kolorze Willow , zakupionym u Tuptupa. Przerabiałam ją podwójną nitką na drutach 4mm (ściągacze na trójkach) i zużyłam sześć motków.
Na deser guziczki, według mnie bombowe, kupione w pasmanterii "Pan Guzik".
Czyż nie są urocze?
No to tyle. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za ciepłe komentarze pod ostatnim wpisem :)
środa, 11 września 2013
Mija czas i ... nic
... niezupełnie. Działo się i działo też ;) Po trzech latach wróciłam do Polski i ... lekko nie jest. Zresztą liczyłam się z tym. Ciągle jeszcze się nie rozpakowałam, tonę w kartonach. Farby, pędzle, wałki poszły w ruch. Powoli coś wyłania się z ogólnie panującego chaosu. Zaległości w czytaniu waszych blogowych wpisów są koszmarne. Śmiało mogę napisać, że wypadłam z obiegu. Ale mimo całego zamieszania, nie zrezygnowałam z dziergania. Góra rzeczy do pokazania urosła całkiem spora. Jurto wpis dziewiarski (proszę trzymać kciuki). Testowy sweterek gotowy.
Mały przedsmak:
Do szybkiego :)
Mały przedsmak:
Do szybkiego :)
piątek, 21 czerwca 2013
Gadżety kobiety...
dziergającej na dodatek :) Mowa o drutach, niezbędniku dziewiarki.
Mam różne w swoich zasobach. Od czasu pojawienia sie KnitPicks, które w Europie dostępne są pod nazwą KnitPro, ciężko mnie/nas zadowolić. Przerobiłam werję metalową, akrylową i drewnianą. Największe straty poniosłam w drutach drewnianych i żyłkach :( Jednak nie samymi KnitPro człowiek żyje. Do tego gusta i preferencje są różne, bywają zmienne. Poza tym pojawiają się na rynku nowości, których niecierpliwie wyglądam! Przez ostatnie dwa lata z dziką rozkoszą dziergałam na bambusowych HiyaHiya, które uwielbiam mimo ich wad. Nie są tak ostre jak KnitPro, ich żyłka nie jest tak elastyczna. Przy intensywnej eksploatacji ma tendencje do "łamania się", szczególnie w miejscu łączenia się z drutem, ale nie tylko.
Jak to się mówi nic nie jest wieczne. Przyjemność pracy na tych drutach rekompensuje mi ich wady i na pewno nie pójdą w odstawkę. Mimo, że z dostepnością ich też nie jest najlepiej. Kupuję je w USA przez eBay, zawsze u tego samego sprzedawcy. Wiem, że są też w UK. Cały czas mam na myśli wersję bambusową! Druty metalowe i bambusy skarpetkowe można kupić na stronie e-dziewiarka.
Mimo, że drutów mam sporo, niekiedy przychodzi taki moment, że akurat wszystkie "czwórki" są zajęte albo nagle przepadły w niewyjaśnionych okolicznościach... Dlatego trzeba nabyć nowe ;) Z zamiarem zakupu bambusowych drutów 4mm udałam się do sklepu, gdzie Pani zaproponowała mi coś innego, nowość przywiezioną prosto z Londynu kilka dni wcześniej. Nasłuchałam się samych ochów i achów. Trudno było się oprzeć...
Tak stałam się posiadaczką ChiaoGoo Knit Red Lace. Firma, z której pochodzą, to rodzinny biznes założony przez braci Zheng. Istnieje na rynku od maja 2005 roku. Mama Zheng jest inspiracją dla nazwy ChiaoGoo co oznacza “highly skillful and crafty lady” (bardzo zręczna i przebiegła pani). "Made in China" w tym wypadku nie musi kojarzyć się pejoratywnie :D Pamiętajmy, że Chiny mają wielowiekową tradycję i kulturę, także jeśli chodzi o nasze poletko.
Są świetne, lekkie, ostre (co jest niewątpliwym atutem, szczególne przy robieniu cienkich chust), numer nadrukowany jest na druty laserowo. Można wyjść z założenia, że za jakość się płaci i uspokoić nieco sumienie. Żyłka została zastąpiona stalowym drutem (powleczonym nylonem), który "gładko" przechodzi w drut właściwy. Nic się nie haczy i nie blokuje. Bajka!
Jak na razie jestem zachwycona. Jeśli zauważę jakieś wady, na pewno dam znać :)
A które druty są Waszymi ulubieńcami?
czwartek, 25 kwietnia 2013
Chusta treningowa...
Trafiła pod moje strzechy ogromna kula włóczki. Nitka należała do Osoby, która dokładnie wie czego chce, na kolorach się zna, ma artystyczną duszę i wrażliwość. Zadanie nie łatwe! Do tego ani pół wskazówki. O przepraszam! Miała powstać chusta, .... z dziurami...
Zaczęłam buszować po necie. Długo to trwało, żaden wzór mi nie pasował. W końcu trochę na przekór wybrałam Bauble shawl. Właściwie tylko dlatego, że mi się wzór spodobał i postanowiłam go przy okazji przećwiczyć. Wiedziałam, że ścieg zginie w kolorowej włóczce, ale najważniejsze że miał dziury :)
Chusta wyszła ogromniasta nie tylko dlatego, że zrobiłam jej większą wersję. Dorobiłam nieskomplikowaną bordiurę, bo bez niej projekt wydawał mi się niedokończony...
Nie napiszę nic o włóczce, bo kompletnie nie znam jej składu ani pochodzenia :( Efekt jaki jest, oceńce sami. Jeśli chodzi o Obdarowaną, do końca nie wiem, czy sprostałam wyzwaniu ;)
Na komentarze z poprzedniego posta odpowiem, jak ochłonę po tak licznych komplementach :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
don't ask
... mijający właśnie rok był inny, niełatwy, wiele mnie nauczył o sobie samej. Zdarzyło się dużo przykrych rzeczy, ale były też momenty wart...
-
... ale jak wiadomo plan to nie wszystko. Trzeba go jeszcze wcielić w życie. Na początek bardzo dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne ...
-
Dokładnie 15. stycznia 2009 roku zamieściłam mój pierwszy post na blogu. Pięć lat to nie w kij dmuchał - trzeba uczcić! Ale za nim to nastą...
-
Jak są urodziny i to w dodatku szóste, to muszą być prezenty. Pierwszy wpis pojawił się 15 stycznia i od tamtej pory co jakiś czas pojawiają...





























