W pudełku mieszkały sobie kłębki włóczki Holst Garn. Nie było ich szczególnie dużo, miały wygodnie, pełen luzik. Słowem nic tylko leżakować. Podatna na uroki wzorów Hani i dodatkowo zaproszona do testu nowego, postanowiłam zmącić tę sielankę i opróżnić pudełko. Założyłam jakiś czas temu - korzystam z tego co mam i nic nowego nie kupuję - taaa...
Do czwartej zmiany koloru szło gładko. Później zaczęło zgrzytać... mimo to brnęłam dalej... Zgrzytanie stało się jednak nie do wytrzymania i odłożyłam robótkę. Wtedy pojawiła się natrętna myśl - musisz dokupić kilka motków. Byłam jednak twarda. Pomyślałam, że nie poddam się jednej takiej, co wierci mi mózg. Wrzuciłam na druty drugą wersję tej samej chusty, konsekwentnie sięgnęłam po nitki z pudła. Niestety historia powtórzyła się...
Nie pozostało mi nic innego, jak tylko poczynić zakup. Nie udało mi się znaleźć potrzebnych motków w jednym sklepie, skończyło się na trzech. Potem jeszcze jeden i jeszcze.... W końcu powstały bliźniaczki dwujajowe, obie urodziwe ;)
Pierwsza identyczna z oryginałem, który zwie się Spontaneous
Druga ciut inna:
Ta odjechała z siostrą :)
Chusty dziergało się szybko i przyjemnie. Było trochę nitek do pochowania, ale i przez to przebrnęłam migiem.
Jedyne co mi w całej tej zabawie nie wyszło, to opróżnienie pudła :/
Ciasno w nim okrutnie, pomimo wybrania surowca na kolejną chustę!







































