czwartek, 20 września 2012

Coś pysznego :)


Chcę się podzielić dzisiaj z Wami przepisem na ciasto. Placek jest sprawdzony, chętnie zjadany przez dzieci, nie tylko moje własne :) Robię go często od ho, ho a może i jeszcze dłużej. Będąc dziewczęciem (mocno małoletnim), podpatrzyłam mamę koleżanki, pobiegłam do domu i zrobiłam sama. Ale byłam z siebie dumna :)



PLACEK MARCHEWKOWY

SKŁADNIKI:

  • 2 szklanki drobno utartej marchwi
  • 2 szklanki mąki pszennej (może być pół na pół z mąką razową)
  • 1 szklanka cukru
  • 3/4 szklanki oleju (rzepakowego bądź uniwersalnego)
  • 1 łyżka kakao
  • 1 łyżka cynamonu
  • 1 łyżka dżemu
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 4 jajka


WYKONANIE:

wszystkie składniki wrzucić do miski i energicznie mieszać przez około trzy minuty. Ciasto przełożyć do foremki i piec 40, 45 minut w tempertaturze 180 - 190 stopni C.


Prościej się nie da!


Dzisiaj zrobiłam wersję na bogato, z polewą i wiórkami z czekolady w dwóch "odcieniach". A nawet dwóch wersjach, klasycznej i muffinkowej. Zazwyczaj piekę ciasto w foremce do podłużnej babki, nie ozdabiam, nie polewam, nie posypuję, ale można puścić wodze fantazji.







Smacznego i do zjedzenia :D

poniedziałek, 17 września 2012

Color Affection

Veera Välimäki to autorka wzorów, które są bardzo w moim guście. Nie tylko moim zresztą, kto śledzi ravelry i "druciane blogi", ten wie :)

Nibyszal zainteresował mnie swoją konstrukcją, koniecznie chciałam go zrobić. Ale od chęci do czynu droga okazała się być daleka. Chyba na żaden projekt nie szukałam włóczki tak długo. Kiedy zobaczyłam jedną z piękniejszych jego odsłon w wersji Gosik, postawiłam na dropsowe nitki.


Zamówiłam włóczkę przez internet i oczywista prawda mnie dopadła - monitor kłamie.
Musiałam ponownie zamówić jeden odcień alpaki, bo ten który do mnie przybył, absolutnie nie pasował.

Kiedy zebrałam odpowiednie włóczki, wzięłam się do pracy. Popełniłam dwie sztuki.

Oto pierwsza z nich:











Druga sztuka bezczelnie zgapiona, ale nie mogłam się oprzeć. Jedyna różnica to taka, że wybrałam jaśniejszy odcień różu (DROPS Alpaca 3112 )








Oba szale są nieco wymęczone, bo "towarzyszyły" mi w podróży. Zdjęcia też nie najlepsze, bo robione naprędce, ... bo gorąco, bo się ściemniało, bo modelce się nie chciało pozować. Nic to, najważniejsze dla mnie, że w ogóle są. Choć niewątpliwie w rzeczywistości nibyszale i ich kolory prezentują się zdecydowanie lepiej.

Do miłego :)

poniedziałek, 3 września 2012

Stuk - Puk

... nieśmiało w Wasze monitory. Jutro minie trzeci miesiąc, odkąd mnie tu nie było. Zabierałam się za pisanie, raz i drugi, ale lipa. Nadeszły wakacje, to i ja sobie odpoczęłam od blogowania. Chyba tego potrzebowałam. Po przebyciu pięciu tysięcy kilometrów samochodem, zaliczonych tras na własnych osobistych nogach i rowerze nie liczę, wracam :)

Nie leniuchowałam za bardzo jednak na froncie dziewiarskim, o czym świadczyć może poniższy urobek:




... nawet szyłam ... kwiaty, o takie:





Podczas moich wojaży (relacja może się pojawi) odwiedziłam e-dziewiarkę. A jakże, nie mogłam przejechać przez Wrocław, nie zaglądając tam. Kraj włóczką i drutem płynący, że ciężko się na cokolwiek zdecydować. Ale grzechem byłoby wyjść z Raju bez jabłka :D


Szkoda, że lato tak szybko mija i jesień tuż za progiem. Aby nie poddać się melancholii, zaopatrzyłam się (w Ojczyźnie) w zestaw przetrwania:





Strategia obrony na jesień i zimę: kąpiele w solach i zabiegi pielęgnacyjne, książki i inne czytadła, filmy, dzierganie, no i oczywiście codzienne obowiązki (jutro pierwszy dzień szkoły).



poniedziałek, 4 czerwca 2012

Bessie


Dziś pora na pokazanie udziergu sprzed kilku miesięcy (starsze leżakują i czekają na prezentację). Wytargałam w końcu włóczkę urodzinową i zabrałam się za Bessie - książka Kim Hargreaves też swoje odstała. Lubię takie swetry, trochę niesforne, z opadającymi połami, bez guzików. Nie robiłam go tak jak w opisie w kawałkach, tylko w całości, rękawy do pach na okrągło, wiem że to nie tylko mój ulubiony sposób :) Pasek jest bez kutasików, zupełnie nie moja bajka. Nie robiłam również ze sugerowanej włóczki. Specjalnie na ten projekt kupiłam Rowan Felted Tweed w kolorze 151 - Billberry, według mnie prześlicznym. Zdjęcia zrobiła mi Córka, przy okazji rodzinnego spaceru. Miałam w planach "sesję" ze spódniczką, ale .... czas mija, a ja się zmobilizować nie mogę, ciągle jest coś do zrobienia na wczoraj.













Zużyłam prawie osiem motków włóczki, dziergałam na drutach 3,5mm... chyba ;) Włóczka Rowan Felted Tweed, to ostatnio moja absolutna fascynacja. Za tę z dzisiejszych zdjęć zapłaciłam jak za zboże, ale... Ale znalazłam nowe źródełko, w bardzo miłej cenie, zaopatrzyłam się w kolejne kolory. Nawet już mam gotowy sweterek. Oczywiście zdradzę Wam to źródło, oby nam nie wyschło.
Włóczkę znajdziecie w Zagrodzie :)

niedziela, 3 czerwca 2012

Nałóg, zgubna rzecz ?


Kilka tygodni temu z rodziną wybraliśmy się na wycieczkę. Była to ucieczka z krainy deszczowców, w poszukiwaniu słońca. Udaliśmy się więc na Południe.

Wydawać by się mogło, że to wyprawa wakacyjna, odpoczynek, relaks, kąpiele słoneczne. Nic bardziej mylnego. Wróciłam wymęczona, pokonałam kilka tysięcy schodów [nie rozumiem dlaczego starożytni osiedlali się tak wysoko ;)], setki kilometrów [przeżyłam dodatkową atrakcję, kiedy to w deszczowy dzień, samochód stał się szalonym solistą na lodzie] za to bogata w smaki (napełniona świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy) i obrazy. Poniżej kilka z nich zatrzymanych w kadrze:



Nafplio i okolice:











Ateny:







Delfy:







Podróż morska [wyspa Hydra i Spetses]









Po raz pierwszy od wielu lat nie zabrałam ze sobą skrawka włóczki i drutów. Po ostatnich greckich wakacjach, gdzie temperatury nie sprzyjały dzierganiu, myślałam że tym razem będzie podobnie. Okazało się jednak, że były i to bardzo. Czułam się jak na głodzie, ręce chętnie by się czymś zajęły, a tu nic. Wytrzymałam jeden dzień, drugi, na trzeci było już źle. Zwiedzając różne ciekawe i piękne miejsca, wypatrywałam sklepiku, gdzie znalazłoby się coś dla uzależnionej. Na próżno :( Podczas kolejnego spaceru, kompletnie wygłodniała dostrzegłam coś na kształt pasmanterii. Hurra! Miejsce dość osobliwe, jakby wycięte z gazetki z lat pięćdziesiątych i chyba od tamtej pory nie odkurzane. Ale pod kołderką długo zbieranego kurzu znalazłam bawełnę. Sklepikarz wyszperał nawet pasujące szydełko. Pełnia szczęścia :)










Przy zwijaniu włóczka koszmarnie się poplątała, ale dla mnie to żaden problem. Przekładałam nitkę to z góry, to z dołu dzielnie do drugiej w nocy. Czysta przyjemność!!! Nałóg zaspokojony, a wycieczka udana :)


środa, 25 kwietnia 2012

Anioł

Uwielbiam odwiedzać galerie rękodzieła i wypatrywać tam anioły. Mam takie ulubione miejsce w Kołobrzegu. Można tam znaleźć przecudenj urody anioły szklane, szmaciane, gipsowe, słomiane. Zachwycam się nimi, kupuję, ale nigdy nie dla siebie. Mam zakodowane, że anioły powinno się dostawać. Ja nie dostaję :( Zrobiłam sobie sama kiedyś uroczego grubaska z masy solnej, na dobry początek i uparcie wierzę, że będę miała jeszcze pokaźną kolekcję aniołów.

W styczniu zostałam zaproszona do wzięcia udziału w rozdawajce, przez Beatę, która w tym samym czasie brała udział w moim candy. Choć rzadko biorę udział w blogowych zabawach, skorzystałam z zaproszenia, ponieważ ogromnie zachwyciły mnie Jej prace. Nagrodę można było sobie wybrać. Kiedy okazało się, że to właśnie ja jestem tą szczęściarą (wyniki rozdania sprawdziłam po dwóch dniach, bo ani przez moment nie wierzyłam, że wygram), od razu wiedziałam o co poprosić :)

Mój Anioł powstał szybko, widziałam go na zdjęciach, bo był w Polsce, a ja nie. Nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę go na własne oczy. Zdjęcia mnie zachwyciły, ale to nie to samo, co na żywo.
Jest przepiękny, wykonany nieznaną mi wcześniej techniką, która nazywa się PAVERPOL. Beata to wszechstronnie uzdolniona Artystka. Serdecznie zapraszam na Jej bloga Artystyczne Bohaczykowo.


Pokażę Wam mojego Anioła, bo obojętnie ile przymiotników bym tu wypisała, to i tak nie oddam jego urody, każdy najmniejszy detal zachwyca. Jest Nieziemski, jak to anioł:










Do prezentu dołączona była kartka - chyba również własnoręcznie wykonana?!








Tutaj
można zobaczyć inne zdjęcia Anioła.


Beato jeszcze raz i jeszcze raz, i j..... bardzo dziękuję!

niedziela, 25 marca 2012

Wielkie UFF

Prawie na samym początku pisania tego bloga wzięłam się za robotę sweterka Millefiori Cardigan. Od tamtej pory minęły prawie trzy lata, oto dowód :)
Na początku szło mi nieźle, tył, rękawy (robione rzędami skróconymi), jeden przód, powstały błyskawicznie. Rozpoczęłam drugi przód i nie wiem już dlaczego odłożyłam robótkę. Jak same pewnie wiecie, nie jest to dobre posunięcie. Nowe pomysły, nowe potrzeby, a ufo leży i kwiczy, i ciąży jak wyrzut sumienia. W zeszłym roku sięgnęłam po bidę i dokończyłam dzierganie. Niestety niechęć do przyszycia guzików wzięła nade mną górę i sweterek musiał odleżeć kilka kolejnych miesięcy. W sierpniu wyjeżdżałam na wakacje i postanowiłam w ramach rekompensaty za odleżyny wziąć kardiganik do ciepłych krajów. Obiecałam sobie, że tam guziki trafią na właściwe miejsce. Słowa dotrzymałam! Na dzierganie było za gorąco, ale przy kieliszku zimnej piña colady przyszycie onych nie trwało długo.






... zrobiłam kilka zdjęć gotowego swetra, ale na bloga wtedy nie trafiły.







Dzisiaj uroczyście odtrąbiłam sobie fanfary zwycięstwa. Należały mi się w końcu za dotarcie do celu :)

Przy okazji niedzielnego spaceru powstały nowe zdjęcia:










Mój Millefiori Cardigan powstał z włóczki Katia Austral w kolorze złotym, na drutach 3mm. Uświadomiłam sobie przy tej okazji, że od kilku lat nie mija mi faza na żółty, za którym wcześniej absolutnie nie przepadałam.

don't ask

... mijający właśnie rok był inny, niełatwy, wiele mnie nauczył o sobie samej. Zdarzyło się dużo przykrych rzeczy, ale były też momenty wart...